Oboje byli przedwojenni.
On zakochany. Ona nie tak.
Nie chciała mu się odwzajemnić,
Zaczął więc on jej grozić, biedak,
Że się zastrzeli, bo ma dość,
A ona na to mu na złość:
Zabierz ten wzrok z mych ust i piersi,
Zrób raczej to, czym grozisz, wszystko,
Zastrzel się, otruj, z czegoś wyskocz,
A ja pokocham cię po śmierci.
Przyniosę kwiaty ci na grób
I, płacząc, złożę u twych stóp,
Kochała będę cię po śmierci,
Po śmierci będę kochać cię.
O romans z panną przedwojenną
Nie było łatwo jak z dzisiejszą,
Lecz ten, kto zdobył raz wzajemność,
Zdobywał wierność też - nie mniejszą.
Niepewna acz, czy on jej wart,
Wciąż powtarzała mu ten żart.
Aż czas ponury nadszedł, w którym
Los męski nie był pannom obcy.
Pomimo kruchej swej struktury,
Ginęły często tak jak chłopcy.
I jej też wpięła męska śmierć
Czerwony kwiat w dziewczęcą pierś.
Wzrokiem ci ledwo muskał piersi,
Z rozpaczy groził samobójstwem,
Lecz choć nie spełnił groźby pustej,
Czy teraz kochasz go - po śmierci?
Przynosi kwiaty ci na grób
I, płacząc, klęczy u twych stóp.
Czy teraz kochasz go - po śmierci?
Czy teraz wreszcie kochasz go?
Jeremi Przybora
sobota, 22 sierpnia 2020
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz