niedziela, 14 marca 2021


 

Rol­nik w pole wy­cho­dzi. Ono chęt­ne niby.
Jak ko­bie­ta po chwi­li: zwie­ra swo­je ski­by.
Chcia­ło­by, to się cofa. Przed cza­sem za­lo­ty,
Po nie­bie czas po­glą­dać, trzy­mać się za loty
Pro­sto­pa­dłe skow­ron­ka. On wio­snę fun­du­je,
Kie­dy drob­nych stwo­rzo­nek sma­ko­wi­cie funt uje.

Wte­dy gniaz­do­wiec ziem­ny wie­dzie trakt do kuź­ni,
By osprzęt ugrun­to­wać, któ­ry mróz ob­luź­ni,
Na po­licz­kach go­spo­dyń wskrze­sza smacz­ne slon­ka,
Że dro­bi Aść w roz­to­pach jak w mo­kra­dłach słon­ka,
Bie­le­ją już po izbach sma­głe sło­je pod­łóg,
Pa­stą na­pa­sto­wa­ne, pod­ło­żo­ne pod ług.

Jesz­cze przy­mróz za­skom­li. Pies w tyle ta­bo­ru,
Ale po­świst cy­gań­ski już zgi­na łby boru.
Jesz­cze deszcz się przy­wle­cze. W arier­gar­dzie za­mieć,
Ty się, babo, nie mi­tręż: gum­no na puc za­mieć.
Cho­ciaż­by nic nie wze­szło. Pług w ba­gni­sku uwiązł,
Sta­ja­ły świa­to­wi­dy. Tam już wierz­ba, tu wiąz.

Stanisław Grochowiak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz