Z nocy, co czernią okrywa mnie srogą,
Mroczną jak mroki, które piekła strzegą,
Ślę dzięki wszelkim istniejącym bogom
Za mego ducha nieujarzmionego.
W okrutnych szponach zdarzeń pełnych ciosów
Tkwiłem bez jęku; ból mnie nie pokonał:
Pod bezlitosnym gradem razów losu
Ma głowa krwawi, lecz trwa – podniesiona.
Za krańcem tego miejsca łez i gniewów
Czeka już tylko cień zimny, posępny,
Lecz wszelkie groźby Czasu w jego biegu
Znajdują mnie i znajdą – nieulękłym.
Nieważne, jaki trud przede mną stoi
I jakie jeszcze cięgi mi pisane;
Ja jestem panem biegu losów moich,
Ja jestem ducha mego kapitanem.
William Ernest Henley
tłum. Ryszard Długołęcki
niedziela, 14 marca 2021
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz