sobota, 25 stycznia 2020



Jak niegdyś Danae
(że wspomnę dla przykładu)
przez życie me całe
mam skłonność do opadów.
Byle spadł
deszcz lub grad –
milszy mi jest świat.
Gdy dach mi przecieka –
podstawiam ja naczynka.
I już mnie urzeka
kropelek sonatinka:
Plim - plum plam, plam plum plim,
tak się cieszę nim –
gdy…

w schludnej mej izdebce
pada sobie deszcz!
Chlupie, chlapie, drepce, chłepce
wzdłuż i wszerz!
To cieniutką strużką
zdobi sufit w szereg map,
to znów mi na łóżko -
cichutko kap, kap, kap.
A chociaż deszczyk to jest rodzaj kolosalnych łez -
to mi chlup, chlup, chlup,
to mi chlap, chlap, chlap,
to mi tup, tup, tup,
to mi kap, kap, kap,
to mi wesolutko z deszczykiem moim jest!

I zamiast naiwnie
na deszczyk utyskiwać -
ja myślę przeciwnie
o jego pozytywach -
o tym, że
życie czcze,
gdy ustają dżdże.
Z deszczyku jest grzybek,
i woda jest dla rybek.
Zeń – owoc dla drzewek
i groszek dla marchewek.
Z jego ros
krzepnie kłos -
więc się cieszę w głos,
gdy…

w schludnej mej izdebce
pada sobie deszcz!
Chlupie, chlapie, drepce, chłepce
wzdłuż i wszerz!
To cieniutką strużką
zdobi sufit w szereg map,
to znów mi na łóżko -
cichutko kap, kap, kap.
A chociaż deszczyk to jest rodzaj kolosalnych łez -
to mi chlup, chlup, chlup,
to mi chlap, chlap, chlap,
to mi tup, tup, tup,
to mi kap, kap, kap,
to mi wesolutko z deszczykiem moim jest!

Jeremi Przybora

Fotowzruszalik z roku 2011

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz