sobota, 25 stycznia 2020



Nie ma nic milszego, niech, kto chce, mi wierzy,
Niż rodzinny obiad w sielskiej atmosferze.
Obrus świeży leży, starsi znad talerzy do młodzieży
Szczerze szczerzą się.

Wujek Leon z punktu ku kuzynkom czterem
Z odpowiednim żartem zmierza czy duserem.
Dziadzio je z orderem, kuzyn z profelerem,
Ciocia tartym serem sypie w krąg.

Tak co dnia obiad trwa, wdzięków moc w sobie ma...

Obserwować można choćby z przyjemnością,
Jak się wujek Leon zawsze dławi ością.
Czyni to z godnością, rzeczy znajomością,
Wuj z natury powściągliwy jest.

A ciotunia w każde danie wciąż sypie ser, tarty ser, żółty ser,
Bo pasuje do wszystkiego tarty ser.
Czasami kuzyn, co ma profeler,
Twierdzi, że to jest nie fair.

A dziadunio tak zabawnie gryźć umie wąs,
Prawy wąs, prawy wąs,
Bo przeszkadza mu w konsumpcji prawy wąs.
Kuzynki mają przez to oczopląs,
Nie chcąc sosów tknąć ni miąs,

Bo jak się na dziadzia zapatrzą to ... przepraszam.

Ciocia chciała kiedyś skonać na anewryzm,
Bo dziadziowi nagle order wpadł w ordewry
I na pół go przegryzł, podśpiewując:
"Everybody love somebody - smaczne to!"

Tak to w atmosferze sielskiej i intymnej
Zwykł przebiegać zwykle obiad nasz rodzinny,
Wuj się dławił siny, kuzyn robił miny
I ciociny tarty ser mdlił nas.

Mdliłby tak do dziś dnia, gdyby nie sprawa ta:

Że raz dano zraz czy bitki zdobne w nitki,
A do zrazu zrazu chrzan, a potem grzybki,
No i przez te grzybki chłód rodzinnej kryptki,
Nazbyt szybki dał obiadkom kres...

Wojciech Młynarski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz